treści przeznaczone dla dorosłych

Aby tu wejść musisz mieć ukończone 18 lat.

życie męskim okiem

Kulinaria - przepisy

Grzaniec „po góralsku” spod samiuśkich Sudet

      

             Grzaniec „po góralsku” spod samiuśkich Sudet

P1070145.JPG

     Obiecałem i jest! Może ktoś się przerazi ilością produktów, które są potrzebne do tego specjału ale zapewniam, że jest przepyszny, rozgrzewa i ma moc uzdrawiającą :)

              Krótka historia grzańca – gdy jeszcze mieszkałem w  górach…

     Pewnego razu miałem iść z kumplem Darkiem na imprezę. Niestety okazało się, że ten siedział w domu zasmarkany, kaszel miał na dwie strony i takie tam… Powiedział, że nigdzie nie idzie ale piwo w domu ma, więc zaproponował, że napijemy się grzańca… Znałem się z nim bardzo dobrze i wiedziałem, że choróbsko go rozłoży do jutra. Ogarnąłem co kumpel ma w kuchni i znalazłem wszystkie produkty, które pieczołowicie podałem w poniższym przepisie. Na początek piwo do rondla, potem miód, goździki, cynamon, imbir… Pomyślałem sobie, że fajnie byłoby wzbogacić czymś smak piwa i tak wcisnąłem sok z cytryny i pomarańczy, a później przypomniałem sobie, że kiedyś ktoś opowiadał mi o zbawiennym na przeziębienie wpływie kogla-mogla...Ta mikstura w połączeniu z alkoholem działa cuda, pokonuje kaszel i ból gardła. Tak, tak, nie dziwcie się- właśnie kogel-mogel!

     To cały sekret wspaniałego góralskiego grzańca! Szybko oddzieliłem dwa żółtka od białka, zmieszałem je z łyżką miodu i dodałem do rondla…Na koniec znalazłem jeszcze trochę samogona z Czech i jakieś 100 -150 ml dolałem do „czarodziejskiego wywaru”.  Piwo chwilę się jeszcze podgrzało, potem przelałem je do kufli iiiiii …. Tamtego dnia na jednym grzańcu się nie skończyło. Impreza przeniosła się do domu Darka, a do rana był zdrowy jak baca....eee znaczy się jak młody bóg…

     Składniki :

Produkty na jednego grzańca dla potencjalnie „normalnego” obywatela ;)

Podstawa, to oczywiście dobry browar, czyli:

- jedno piwo 0,5 litra, żeby nie zmarnować grzańca, to najlepsze jakie lubicie – u mnie różnie z tym bywa bo nie mam dostępu do Piasta…

- jedno jajo, najlepiej wiejskie

– „kurzence hie hie” – jak mawiał imć Pawlak w „Sami Swoi”,  a dokładnie jedno żółtko. Proszę się nie przerażać, żółtko jest wspaniałym dodatkiem…Ale jak się ktoś boi może ostatecznie zrezygnować. Wtedy grzaniec będzie przejrzysty ale to już nie to samo ;) 

- duża łyżka miodu – bez różnicy jaki, ale np. gryczany dobry na serce, a wielokwiatowy na przeziębienie..

- kieliszek soku z malin

- kieliszek – najlepiej 50 ml „Ducha Puszczy” lub jak ktoś nie ma tak zacnego rarytasu, to 50 ml wódki czystej

- pół cytryny

- pół pomarańczy

- 3 – 5 goździków

- szczypta imbiru, szczypta cynamonu

(broń Boże nie używać gotowych przypraw do grzańca, bo to świństwo jest!!!)

Wykonanie:

     Jajko sparzamy wrzątkiem – zabije to nam wszelkie niepowołane paskudztwo typu salmonella,

 a skoro chcemy się leczyć grzańcem, to niepotrzebna nam jeszcze insza cholera… Żółtko oddzielamy do kubeczka. (Z białka możecie zrobić co chcecie, polecam białą jajecznicę na białkach z kiełbasą i cebulką – super ) .Do żółtka dodajemy łyżkę miodu i mieszamy aż powstanie tzw. kogel mogel.

     Do rondelka wlewamy powoli piwo, żeby się nie spieniło za bardzo, dodajemy goździki, cynamon, imbir, sok z cytryny i pomarańczy, alkohol i sok z malin. Wstawiamy na mały ogień i delikatnie mieszamy. Po minucie dodajemy kogel mogel i grzejemy do rozpuszczenia miodu około 5 minut – w zależności od kuchenki.  Nie przegrzać trunku, żeby żółtko się nie ścięło. Powoli przez siteczko przelewamy do dużego ulubionego kubka, lub kufla (jak do kufla to powoli, żeby najpierw troszkę się zahartował i nie pękł, później resztę) .

     Włączamy TV lub zabieramy dobrą książkę, układamy się wygodnie na fotelu i się delektujemy.

     Proste, prawda! Życzę smacznego i zdrówka :) Tak naprawdę kombinacji jest wiele, ale ten mój grzaniec przypadł moim znajomym najbardziej do gustu, no i smakuje mojej żonie, gdy jest chora zawsze o niego prosi – i Zawsze jej go przyrządzam.

 Smacznego....